Ależ ten tydzień szybko zleciał! Naprawdę, przecież jeszcze przed chwilą była niedziela...
Teraz zrobiło się dużo cieplej, rodzice częściej gdzieś wyjeżdżają, a ja zostaję sama w domu. Jest więc trochę nudno. Prawie każdy dzień wygląda u mnie tak samo, z niewielkimi różnicami.
Trochę inna była środa, kiedy to w pewnej restauracji występowałam razem z naszym zespołem muzycznym na Dniu Seniora, czy czymś takim. Oczywiście musiał przyjść mój Dziadek ( o nieee!). Jak on tam w ogóle trafił? Nie mógł zabłądzić w którejś sali? :P A później, kiedy już poszłam do domu, to prawdopodobnie jeszcze sam śpiewał, przy wszystkich ludziach :/ Oj, dobrze, że tego nie widziałam. Siara jak się patrzy! :P A jedzenie, które wszyscy mieli za darmo, było pycha! Owocowe deserki z bitą śmietaną, lody kawowe i truskawkowe, babeczki, ciasta, owoce, soki, lemoniady, sałatki, pierożki i inne takie pyszności :D
Kociaki mają się dobrze, oczka otwarte, teraz nauka chodzenia ;) Lizka, kiedy tylko otworzę drzwi do do mojego pokoju, wpada do szafy, po czym szybko biegnie po Antka i próbuje go tam zanieść. Nie wiem dlaczego koty tak robią. Zrobi im się super wygodny karton, a one i tak, albo idą szukać innego miejsca w szafie, albo (o zgrozo!) na półce nad telewizorem, gdzie stoi mnóstwo porcelanek. Dziwne. Julka była stanowczo lepszą matką kocią niż Liza, ale nie wiem, chyba sobie gdzieś poszła. Nie myślę o tym, że mogłaby umrzeć. Nawet nie dopuszczam do takiej opcji. To bardzo rozważna i mądra kotka. Zresztą Tosia ma to chyba po niej. Zawsze, kiedy chce przejść przez ulicę, rozgląda się na obie strony, patrzy, czy przypadkiem nic jej nie zagraża i dopiero przechodzi ;)
Tymczasem ja złapałam kilka nowych ocen w szkole. 6 z matmy za kartkówkę, 5 z historii za sprawdzian, gorzej idzie mi z przyrody - tylko 4 za kartkówkę, ale 6- za prezentację wycieczki do krajów śródziemnomorskich. I zaczynamy przygotowania do przedstawienia na koniec roku. Nasza pani ma wymyślić scenariusz. Ciekawe, co to wyjdzie ;)
Pozdrawiam,
N. ♥