piątek, 31 maja 2013

Wolne c.d.

Zaczęło się moje wolne od szkoły. Ale nie dziś, w środę. Nie poszłam wtedy do szkoły, bo źle się czułam, bolał mnie brzuch. A kiedy ból brzucha mi przeszedł, to się zaczął katar. Masakra! U mnie katar trwa średnio ze trzy tygodnie, więc sprawa nie przedstawia się dobrze.
Oczywiście nasze wolne dni, to nie tylko kłopoty, ale i miłe rzeczy. Na przykład tygodniowy pobyt Bazylii u nas :) Nie ma nudy! Zawsze coś jest do roboty, kiedy ona przyjeżdża. Szkoda, że wczoraj wyjechała do Warszawy, byłoby fajnie, gdyby jeszcze mogła zostać u nas :P A jeśli już nas odwiedziła, to nie obyło się bez  naszej kolejnej sesji zdjęciowej, co mnie bardzo cieszy, bo Bazylia jest wspaniałym fotografem ;))
Teraz, o ile mi wiadomo, moja siostra jest na zakupach ciuchowych w galerii, więc moja szafa niedługo powiększy się o kilka nowych rzeczy :D
Hmm, chyba mi się dzisiaj ładne zdania nie kleją. Lepiej jutro napiszę coś porządnego, jak dostanę trochę weny twórczej ;) A na razie zdjęcia:




Z Helutą :*

Buziaki,
N. ♥

poniedziałek, 27 maja 2013

Wolne.

Dorobiłam się tygodniowego urlopu. :) Wróciłam w piątek wpół do 23.00. Natulia już spała, ale gdy weszłam do pokoju, od razu się przebudziła i zaczęłyśmy gadać, jak zwykle. :) W sobotę byłyśmy u fryzjera. Właściwie to ja trafiłam pod nożyce. Ścięłam włosy do ramion, wreszcie pozbyłam się sianka na głowie! :)
Wczoraj natomiast byłyśmy na koncercie organizowanym przez szkołę muzyczną z okazji Dnia Mamy. Natalka grała "Colors of the wind" z filmu Pocahontas. Bardzo ładnie jej wyszło, choć narzekała, że masakra. A to nieprawda. Ona zawsze tak ładnie gra. :)

Dziś od rana piekłam szarlotkę czekoladową z budyniem, a teraz relaksuję się przez laptopem. :)

Oczywiście zdjęcia:







Pozdrawiam!
B.

środa, 22 maja 2013

Różne.

Witajcie! Przepraszam za dłuższą nieobecność. U mnie wszystko dobrze, nie miałam chyba weny na pisanie :P Dzisiaj raz na zawsze zakończyłam naukę teorii muzyki. Mieliśmy egzamin, który pomyślnie zdałam. Egzaminy w szkole muzycznej z gry na instrumencie rozpoczną się wprawdzie dopiero w niedzielę, ale oceny z teorii mamy już wystawione, u mnie jest to piękna szóstka :) Oby z grania równie dobrze mi poszło. Bardziej nastawiam się na piątkę, ale pomarzyć o szóstce sobie można ;))
Jutro nie mamy większości lekcji, ponieważ idziemy z klasą na spektakl "Śluby panieńskie". Nie wiem, czy będzie to ciekawe, czy nie, ale przepadają nam najgorsze przedmioty: przyroda, matma i polski :P
U kociaków także w porządku. Rosną, trochę już chodzą, widzą. Zdjęcia jakieś mam, oczywiście króluje Hela, bo Antek wciąż jeszcze nie polubił aparatu.. Dlatego też jakość jego zdjęć jest fatalna. Gdy tylko Antek orientuje się, że blisko niego znajduje się obiektyw, to jego głowa staje się nadzwyczaj ruchliwa i nawet dobry fotograf nie zdołałby zrobić mu dobrego zdjęcia. No cóż, chociaż Heluta wygląda korzystnie :)





 ♥

Buziaki,
N. ♥

sobota, 18 maja 2013

Bliźniakowo.

W stolicy upał. Całe dnie spędzam z bobasami na placach zabaw, w parkach, bo aż szkoda siedzieć w domu. Leżymy, odpoczywamy, hasamy, bawimy się, budujemy babki z piasku, uczymy się chodzić. Poza tym te urocze słodziaki zaczynają mi pyskować! Wygląda to przezabawnie, Franka wyciąga rękę i wskazującym palcem pokazuje na mnie, a potem zaczyna słowotok: "tytytytyty, dadadadada, tyty, daaaadaaa" :D A potem śmieje się, aż ją pół osiedla słyszy. :)
Ostatnio też bobasy przestawiły się na spanie tylko raz dziennie, ale nadal śpią krótko, maks. 1,5 godziny. Zimą potrafiły spać dwa razy dziennie po 3 godziny. Teraz rzeczywiście jest ciężko spać, bo temperatura w cieniu dobija do 30 st., więc wcale się im nie dziwię. A bliźniaki w objęciach Morfeusza wyglądają tak:

Uwielbiam te cztery słodkie nóżki wystające z wózka :)

piątek, 17 maja 2013

Szybko.

Ależ ten tydzień szybko zleciał! Naprawdę, przecież jeszcze przed chwilą była niedziela...
Teraz zrobiło się dużo cieplej, rodzice częściej gdzieś wyjeżdżają, a ja zostaję sama w domu. Jest więc trochę nudno. Prawie każdy dzień wygląda u mnie tak samo, z niewielkimi różnicami.
Trochę inna była środa, kiedy to w pewnej restauracji występowałam razem z naszym zespołem muzycznym na Dniu Seniora, czy czymś takim. Oczywiście musiał przyjść mój Dziadek ( o nieee!). Jak on tam w ogóle trafił? Nie mógł zabłądzić w którejś sali? :P A później, kiedy już poszłam do domu, to prawdopodobnie jeszcze sam śpiewał, przy wszystkich ludziach :/ Oj, dobrze, że tego nie widziałam. Siara jak się patrzy! :P A jedzenie, które wszyscy mieli za darmo, było pycha! Owocowe deserki z bitą śmietaną, lody kawowe i truskawkowe,  babeczki, ciasta, owoce, soki, lemoniady, sałatki, pierożki i inne takie pyszności :D
Kociaki mają się dobrze, oczka otwarte, teraz nauka chodzenia ;) Lizka, kiedy tylko otworzę drzwi do do mojego pokoju, wpada do szafy, po czym szybko biegnie po Antka i próbuje go tam zanieść. Nie wiem dlaczego koty tak robią. Zrobi im się super wygodny karton, a one i tak, albo idą szukać innego miejsca w szafie, albo (o zgrozo!) na półce nad telewizorem, gdzie stoi mnóstwo porcelanek. Dziwne. Julka była stanowczo lepszą matką kocią niż Liza, ale nie wiem, chyba sobie gdzieś poszła. Nie myślę o tym, że mogłaby umrzeć. Nawet nie dopuszczam do takiej opcji. To bardzo rozważna i mądra kotka. Zresztą Tosia ma to chyba po niej. Zawsze, kiedy chce przejść przez ulicę, rozgląda się na obie strony, patrzy, czy przypadkiem nic jej nie zagraża i dopiero przechodzi ;)
Tymczasem ja złapałam kilka nowych ocen w szkole. 6 z matmy za kartkówkę, 5 z historii za sprawdzian, gorzej idzie mi z przyrody - tylko 4 za kartkówkę, ale 6- za prezentację wycieczki do krajów śródziemnomorskich. I zaczynamy przygotowania do przedstawienia na koniec roku. Nasza pani ma wymyślić scenariusz. Ciekawe, co to wyjdzie ;)
Pozdrawiam,
N. ♥

wtorek, 14 maja 2013

Kociaki c.d.

Wczoraj odkryłam, że tylko jeden, ten czarny kociak jest płci męskiej. Drugi jest dziewczynką :) Talentu do nadawania imion to ja nie mam, dlatego poprosiłam o pomoc Bazylię. A gdybym nie poprosiła, to zapewne któryś kot otrzymałby piękne, cudowne imię Lena :) Ale nie nazywa się tak żaden. Młode dostały za to imiona: Antek i Hela :) Ślicznie do nich pasują. Mama jednak uważa, że takie imiona nadaje się ludziom, a nie kotom, bo "kot to tylko kot" - zdaniem mamy. I co? Miałabym nazwać kota Kiciuś lub Mruczek?! To nie w moim stylu ;) U nas wszystkie koty mają piękne imiona. Kiedyś, kiedy Daszka była jeszcze mała, to nasze koty nazywały się Frotka, Truskawka, Misiek czy nawet Jajcarz (doprawdy, nie mam pojęcia, kto to wymyślił tego "Jajcarza"...). Teraz jest bardziej "po ludzku".
A tak do rzeczy: już od kilku dni próbowałam kociaki sfotografować. I wreszcie jako tako mi się udało. Jako tako, bo Hela patrzy w obiektyw, nie ucieka, a Antek przeciwnie, nawet w moją stronę główki nie odwróci! Ale jest jak jest. Na pewno, kiedy kotki będą starsze, to będę robiła im mnóstwo pięknych zdjęć. Teraz musi wystarczyć Wam tylko to, żebyście nie musieli sobie moich kociaków wyobrażać, a już wiedzieć jak wyglądają :)






Pozdrawiam,
N. ♥

poniedziałek, 13 maja 2013

:)

Cześć! Powiem tylko tyle, że próbowałam robić kociakom zdjęcia. Nic z tego nie wyszło, kociaki nie chciały popatrzeć w obiektyw, więc zdjęcia wychodziły niewyraźne i brzydkie. Na chwilę obecną zdjęć nie mam, mam za to inną wieść: jeśli dobrze oceniłam, czarny kot to chłopczyk, a brązowoszary to dziewczynka ;) Tak więc mamy parkę :D Kotki mają już prawie otwarte oczy, nie mogą więc mieć dwóch dni. Sadzę, że mają około 5-6 dni :)
Zdjęcia niebawem :)
L. ♥

niedziela, 12 maja 2013

O kotach.

Miała to być długa, obszerna notka o naszych kotach, ale wydarzyło się coś ważnego, więc tylko krótko koty przedstawię, bo nie ruszę dalej.
Otóż jest ich czworo: pięcioletni Rysiek, dwuletni Schlafen (Szlafen), dwuletnia Liza i roczna Tosia.
Liza była w ciąży i miała niedługo urodzić kociaki, ale nie wiedzieliśmy dokładnie kiedy. Wczoraj zauważyłam, że jest chuda, ale ona zawsze była taka drobna, więc pomyślałam, że to nic takiego.
A dziś, dosłownie przed chwilą - wracamy z kościoła, i oto co widzimy na tarasie: karton z sianem, a w nim dwa maleńkie kociaki: szarobrązowy (kolor po Ryśku) i czarny. Kotka jet tricolorką, czyli jest biało-szaro-ruda, a w takim kolorze są tylko dziewczynki. Dlatego właśnie sądzę, że nowonarodzone kociaki to chłopcy :) A może i nie są nowonarodzone - szarobrązowy ma prawie otwarte oczka, a te czarny trochę już chodzi. Lizki obecnie w domu nie ma, na podwórku też jej nie znalazłam, może kociaków będzie jeszcze więcej - nie wiadomo.
Zdjęcia i więcej informacji jutro :)
N. ♥