Sobota była naprawdę fajna, mimo straszliwego mrozu. Odwiedziny najlepszych kumpeli z liceum pozytywnie mnie naładowały i przypomniały nam stare czasy liceum, kiedy spotykałyśmy się u mnie na stancji, robiłyśmy nocki, oglądałyśmy filmy, piłyśmy Redd'sy i gadałyśmy, gadałyśmy i gadałyśmy. Wczoraj wprawdzie ani nie piłyśmy nic poza sokiem i herbatką, ani nie oglądałyśmy filmów, ale rozmawiałyśmy dużo, obżerałyśmy się słodyczami i byłyśmy na lodowisku. I chyba właśnie od tego lodowiska boli mnie kolano, mięśnie w łydkach, i mam katar i kaszel. Przeziębienie?
Sobota zleciała błyskawicznie, a dziś odpoczywam i leniuchuję. Poszłam tylko do Kościoła, a potem wbiłam się pod kocyk i leżę tak sobie aż do teraz.
Musze wreszcie wybrać się na uczelnię po naklejkę przedłużającą ważność legitymacji. Został mi tydzień na ogarnięcie tego.
I muszę pojechać na pocztę.
I kupić jeansy, bo dziś ledwo się zmieściłam w czarne rurki. Albo się sprały, albo przytyłam.
I posprzątać przed Świętami.
I nic mi się nie chce. Nic oprócz wiosny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz