sobota, 9 marca 2013

I need some sleep.

W Warszawie zawsze się wyśpię. No przecież, ja śpioch mogłabym przespać cały dzień, ale w domu nigdy mi się nie udaje. Natulia wstaje bardzo wcześnie, więc automatycznie budzę się i ja, i nie potrafię już zasnąć. A potem chodzę taka półmartwa i niewyspana :D

Wczoraj, kiedy już wróciłam do Warszawy i zanim ogarnęłam się, rozpakowałam, obejrzałam jeszcze Barwy szczęścia i rodzinkę.pl, to było już naprawdę późno. Poszłam jeszcze się wykąpać i było już kilkanaście minut po 22.00. Tak, jak szybko się położyłam, tak też szybko zasnęłam. W domu zawsze się wiercę, kręcę, przewracam z boku na bok i zanim złapię fazę REM, to mija dobra godzina. A tu? Zupełnie inaczej. To chyba kwestia tego, ze zdecydowanie więcej czasu spędzam teraz w stolicy i przyzwyczaiłam się już do mojego łóżka w wynajmowanym mieszkaniu. Po prostu je lubię.

Obudziłam się o 7.38. O nie, to za wcześnie, pomyślałam i przekręciłam się na drugi bok i szczelnie owinęłam kołderką. Myślałam, że poleżę jeszcze maksymalnie pół godziny i wstanę, ale oczywiście przysnęłam trochę dłużej i obudziłam się o 9.15. :)

W dzień też lubię spać. Choć teraz, kiedy pracuję i wracam do domu po 17.00 to już nie opłaca się kłaść spać na godzinkę, bo zaraz jest wieczór. Za to kiedy muszę się uczyć, na przykład tak jak dziś, to prześpię się na pewno. Po prostu I need some sleep...


Bazylia <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz