niedziela, 31 marca 2013

Historia lubi się powtarzać.

Przyjechałam do domu w piątek po 23.00. Tragiczna droga, mnóstwo śniegu, na dodatek jakiś wypadek, przez który wlekliśmy się z Warszawy 4 godziny. Jak tylko wróciłam, praktycznie od razu padłam na łóżko, na którym spała Natulia. Nie chciałam jej obudzić, ale tak jakoś wyszło, że zanim ja się wbiję pod kołderkę to kręcę się strasznie, i takim sposobem Natulia przebudziła się i zaczęłyśmy gadać... prawie do północy. Próbowałam kilkakrotnie przemówić jej do rozsądku, że pora spać i że jestem naprawdę zmęczona, ale Młoda nie potrafiła. Mówiła tylko: "Jak tylko zrobię, że jest cisza, to od razu przypominam sobie, że miałam powiedzieć coś jeszcze." Zrobię, że jest cisza? :D Haha, naprawdę się uśmiałyśmy; ostatecznie zrobiłyśmy ciszę obie i zasnęłyśmy.

Cieszyłam się na świąteczne jedzonko, ale niestety w sobotę wieczorem zaczął boleć mnie brzuch. Oho, pomyślałam, powtórka z rozrywki? Rok temu było tak samo: w Wielką Sobotę miałam spore problemy z żołądkiem. Nie myliłam się. Wymiotowałam od godziny 18.00 do 1.00 w nocy. Dziś na szczęście jest już dobrze, ale nie poszłam jeszcze do Kościoła, a na śniadanie zjadłam... kisiel i dwa plasterki gotowanego schabu. Ach, nie pojadłam za dużo.

A teraz siedzimy sobie z Natulią, słuchamy piosenek i wszystkiego, co nam wpadnie w ucho, m.in. Klik z reklamy Gerbera. :D Niestety jutro wracam już do Warszawy, a we wtorek idę do pracy. Szkoda, że Święta są takie krótkie. Na szczęście Natulia przyjeżdża do mnie w połowie kwietnia na weekend, więc spędzimy trochę więcej czasu razem. Już czekam na to. :)

Buziaki  :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz